O mnie / misja bloga

Medycyna to nie moja bajka. Jestem inżynierem. Na co dzień zarabiam jako analityk.

Co analizuję i jak łączy się to z tematyką tego bloga?

Wszystko zaczęło się od udzielania pożyczek, gdzie na podstawie informacji o potencjalnym pożyczkobiorcy trzeba było ocenić czy warto danej osobie zaufać. Aby zrobić to dobrze, zebrałem dane na temat ogromnej liczby udzielonych już wcześniej pożyczek wraz z informacją czy zostały one spłacone w terminie. Na tej podstawie wyłoniłem parametry, które mają szczególne znaczenie w oszacowaniu czy dana osoba spłaci swój kredyt. Tylko tyle. Po kilku latach korzystania z takiego modelu okazało się, że jest on najlepszy w całym polskim świecie pożyczek społecznościowych.

Później była GPW czyli warszawska Giełda Papierów Wartościowych. Moim zadaniem było wybieranie do kupna tych spółek, których akcje wzrosną najbardziej. Brzmi jak loteria? Nic bardziej mylnego. Zastosowałem dokładnie to samo podejście co wcześniej. Każda spółka publikuje regularnie swoje dane finansowe. Zebrałem te dane dla wielu lat wstecz i sprawdziłem jak przełożyły się ona na zmiany cen akcji. Na tej podstawie wyłoniłem parametry, które mają szczególne znaczenie w oszacowaniu czy dana spółka wzrośnie. Tylko tyle. Po kilku latach okazało się, że portfel spółek prowadzony według tych prostych zasad osiąga znacznie lepsze wyniki niż profesjonalni zarządzający w funduszach inwestycyjnych.

Masa badań naukowych potwierdza, że dokładnie to samo podejście działa w niemal każdej innej branży. Od oceny przyszłych wyników uczniów po psychologię i medycynę.

Właśnie dlatego niezależnie od tego co akurat analizuję, na moją pracę lubię patrzeć jak na „łączenie kropek”, gdzie wiele osób patrzy na te same kropki, ale kluczem do sukcesu okazuje się być nie tyle sama wiedza o ich istnieniu, ale umiejętne ich połączenie.

W wolnym czasie jestem tancerzem. Pewnego razu przydarzyła mi się kontuzja. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że kontuzje nie przydarzają się tak po prostu.. To było jak cios, ale nie poddawałem się. Operacja. Kilkumiesięczna rehabilitacja i byłem jak nowy, a przynajmniej tak mi się wydawało. Po jakimś czasie kontuzja się odnowiła. Stanąłem przed wizją zaprzestania jakiejkolwiek aktywności sportowej. Nie na kilka tygodni, ale na zawsze.

Odwiedziłem masę polecanych lekarzy, ortopedów, fizjoterapeutów, osteopatów i chiropraktyków. W tej kwestii nie szczędziłem finansów. Niestety to było jak zderzenie z wielkim murem niekompetencji. Każdy robił to co zwykle dany specjalista robi na wizycie, ale problemy z poruszaniem się nie znikały. Nie potrafiłem zrozumieć jak to możliwe. Przecież zbiór możliwych rozwiązań był skończony. Nie zachorowałem na jakąś nieznaną dotąd ludzkości chorobę. Nie miałem wady genetycznej, która objawia się u jednego pacjenta na milion. Zdiagnozowanie mnie i wyleczenie powinno być tak proste jak sprawdzenie objawów, dopasowanie do katalogu możliwych „chorób” czy dokładniej mówiąc dysfunkcji. Sprawdzenie jaką procedurę leczenia należy zastosować przy danej dysfunkcji i gotowe.

Z perspektywy czasu już wiem gdzie leżał problem, a właściwie dwa. Po pierwsze  ta bardziej oficjalna część medycyny (standardowi lekarze, ortopedzi) żyje w świecie specjalizacji. Lekarz od kolan będzie problemu szukał w kolanie. Lekarz od płuc będzie szukał w płucach. Co jeśli (jak to często bywa) problem nie jest lokalny? Co jeśli kolano cierpi, bo biodro nie wykonuje swojej pracy poprawnie? Zwykły lekarz polegnie już na tym etapie. Drugi problem dotyczy tej bardziej alternatywnej części medycznego świata (osteopaci, chiropraktycy). Oni mają świadomość połączeń pomiędzy elementami ciała, ale ich praca milcząco zakłada, że dysfunkcję można naprawić odpowiednim masażem. Jak najbardziej rozrywanie zrostów i „udrażnianie” ciała może być przydatne, ale nie zmienia to w żaden sposób wzorców poruszania się w mózgu, więc po pewnym czasie problem powróci. Jest to bardziej pomocnicze leczenie skutków problemu niż prawdziwe leczenie jego przyczyny.

Dziś już tylko jak przez mgłę pamiętam, że stałem przed wizją życia jak osoba niepełnosprawna. Obecnie jestem znacznie bardziej sprawny fizycznie niż kiedykolwiek wcześniej w życiu. Znów tańczę i powoli zapominam tamten ból.

Najbliżej poprawnego rozwiązania z wymienionych profesji byli fizjoterapeuci. To oni bezsprzecznie dzierżą najpotężniejszą broń w walce z wszelkiego rodzaju dysfunkcjami / kontuzjami i mają możliwość zapobiegania im. Tą tak samo potężną jak niedocenianą bronią są odpowiednie ćwiczenia z naszym własnym ciałem. W obecnym świecie oficjalnej medycyny fizjoterapeuta postrzegany jest jako gorszy typ lekarza (taki pomocnik ortopedy), który po zabiegu ma pomóc pacjentowi w powrocie do normalnego funkcjonowania. W świecie medycyny alternatywnej z kolei jest to ktoś postrzegany znacznie niżej niż osteopata (w pełni niesłusznie).

Niestety większość fizjoterapeutów, których miałem okazję spotkać na swojej drodze idealnie wpasowuje się w przypisywaną im pozycję. Nie spełniają się w swojej pracy. Czują, że są tylko rzemieślnikami odhaczającymi kolejne punkty z poradnika rehabilitacji. Są tak blisko rozwiązań. Mają przed oczami wszystkie potrzebne kropki, ale brak im podejścia analitycznego, aby je w odpowiedni sposób połączyć.

Najlepsi lekarze / terapeuci jakich spotkałem byli najlepsi w swoim fachu nie dlatego, że mieli większą wiedzę niż inni, ale właśnie dlatego, że byli lepszymi analitykami niż inni.

Sam podchodzę do bycia dobrym terapeutą nieco od tyłu. Analizami zajmuję się od kiedy pamiętam i jestem w tym dobry. Moja własna kontuzja i niekompetencja medyczna otaczającego świata zachęciła mnie do zagłębienia się w tę tematykę. Co z tego wyjdzie? Nie wiem, ale mając świadomość ile osób mogących aktywnie żyć nie robi tego niejako z zalecenia lekarza („nie jest pan już taki młody jak kiedyś” , „proszę się nie przemęczać”) chętnie spróbuję.

 

2 przemyślenia nt. „O mnie / misja bloga”

  1. Drogi Filipie,
    W Polsce przyszlych fizjoterapeutow uczy sie anatomii, teorii dysfunkcji, co jest do dyspozycji w leczeniu, fizjoterapii. Ucza nas czesto lekarze, ktoezy nas ‚nie lubia’ i traktuja jako ze zabieramy im prace. Nie ucza nas analizy, logicznego myslenia, stawiania diagnozy. Sami chca to robic, to Oni daja pacjentowi karteczke z opisem: Bol barku-cwiczenia czynne. Fizjoterapeuta ma to wykonac. Nic bardziej blednego. Wiekszosc fizjoterapeutow zabieg wykona, pomoze, to dobrze. Nie pomoze, to ‚zle cwiczyl’ lub za malo, wiecej masazy, mobilizacji, trakcji itd. Mija sie to z celem Bo bol wraca. Fizjoterapeuta powinien zbadac, zanalizowac Dane, postawic diagnoze, ustalic program leczenia/terapii, ocenic ponownie, ewaluowac w razie poprawy. Zmienic program w razie braku poprawy. Skierowac Na dalsze bardziej szczegolowe badania w razie watpliwosci itd. Na pewno jest wielu wartosciowych fizjoterapeutow, ktorzy Sami do swojej pozycji doszli, moze z pomoca dobrego mentora. Ja winilabym system edukacji fizjoterapeutow w Polsce. Teoria za bardzo ogolna, malo szczegolowej, tej potrzebnej do samodzielnego myslenia. System odbywania praktyk, czesto Na zasadzie ‚ zalatw sobie sam a co to juz twoja sprawa byle mi w ramki wpasowalo’ wykladowca przyjmie, podbije pieczatke i nastepny prosze. Potrzeba dobrej reformy edukacji wyzszej, starannosci wykladowcow, rzetelnosci i systematycznosci studentow. Odpiwiedzialnosci za jednolity sposob przekazania wiedzy, popartej naukowym doswiadczeniem, wprowadzeniu teorii w prakryke i wyszkoleniu dobrej kadry zawodowej. Nie nauczylam sie tego w Polsce choc bylam dobra studentka. Pozniej ze zbyt malymi znajomosciami, zeby pracowac w zawodzie. Niestety. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *