O mnie / misja bloga

Medycyna nigdy nie była moja bajką. Z wykształcenia jestem programistą po 5 latach mgr. inż. na Politechnice Poznańskiej. Na co dzień zarabiam jako analityk.

Co analizuję i jak łączy się to z tematyką tego bloga?

Wszystko zaczęło się od tworzenia algorytmów oceny zdolności kredytowej, gdzie na podstawie informacji o pożyczkobiorcy trzeba było ocenić czy można danej osobie zaufać. Opracowałem program, który na podstawie odpowiednio wybranych przesłanek dawał gotową odpowiedź. Tylko tyle.  Wydawało się, że nie jest to nic specjalnego. Do czasu, gdy po kilku latach korzystania z takiego modelu okazało się, że podjął on największą liczbę trafnych decyzji na na całym polskim rynku pożyczek społecznościowych.

Później była warszawska Giełda Papierów Wartościowych. Moim zadaniem było wybieranie do portfela tych spółek, których akcje wzrosną najbardziej. Brzmi jak loteria? Nic bardziej mylnego. Zastosowałem dokładnie to samo podejście co wcześniej. Stworzyłem program, który na podstawie tego jak spółka o danych parametrach zachowywała się w przeszłości, szacował prawdopodobieństwo różnych scenariuszy w przyszłości. Tylko tyle i znów nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że po kilku latach okazało się, że portfel spółek prowadzony według tego podejścia osiąga znacznie lepsze wyniki niż profesjonalne fundusze inwestycyjne zarządzane bezpośrednio przez ludzi.

Niezależnie od tego co akurat analizuję, na moją pracę lubię patrzeć jak na „łączenie kropek”, gdzie wiele osób patrzy na te same kropki, ale kluczem do sukcesu okazuje się być nie tyle sama wiedza o ich istnieniu, ale umiejętne ich połączenie.

W wolnym czasie jestem tancerzem. Pewnego razu przydarzyła mi się kontuzja. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że kontuzje nie przydarzają się tak po prostu, ale są efektem wielu zaniedbań. Dla kogoś kto trenuje niemal codziennie, to było jak cios, ale nie poddawałem się. Operacja. Kilkumiesięczna rehabilitacja i byłem jak nowy, a przynajmniej tak mi się wydawało. Po jakimś czasie kontuzja się odnowiła. Stanąłem przed wizją zaprzestania jakiejkolwiek aktywności sportowej. Nie na kilka tygodni czy miesięcy ale na zawsze.

Odwiedziłem masę polecanych lekarzy, ortopedów, fizjoterapeutów, osteopatów i chiropraktyków. W tej kwestii nie szczędziłem finansów. Niestety to było jak zderzenie z wielkim murem niekompetencji. Każdy robił to co zwykle dany specjalista robi na wizycie, ale problemy z poruszaniem się nie znikały. Nie potrafiłem zrozumieć jak to możliwe. Przecież zbiór możliwych rozwiązań był skończony. Nie zachorowałem na jakąś nieznaną dotąd ludzkości chorobę. Nie miałem wady genetycznej, która objawia się u jednego pacjenta na milion. Zdiagnozowanie mnie i wyleczenie powinno być tak proste jak sprawdzenie objawów, dopasowanie do katalogu możliwych „chorób” czy dokładniej mówiąc dysfunkcji. Sprawdzenie jaką procedurę leczenia należy zastosować przy danej dysfunkcji i gotowe.

Z perspektywy czasu już wiem gdzie leżał problem, a właściwie dwa. Po pierwsze  ta bardziej oficjalna część medycyny (standardowi lekarze, ortopedzi) wydaje się nie oddzielać przyczyn od skutków. Jeśli na zdjęciach z usg/tomografu/rezonansu jakaś struktura ciała jest uszkodzona, mogą ją operacyjnie „naprawić”. Jeśli jednak to uszkodzenie było tylko skutkiem innego problemu, to główny problem z czasem powróci. Okazuje się, że badania medyczne sugerują, że w wielu przypadkach jeśli pozbędziemy się przyczyny problemu, usuwanie skutków poprzez operację nie jest nawet potrzebne, aby zupełnie pozbyć się ograniczeń/bólu.

Drugi problem dotyczy tej bardziej alternatywnej części medycznego świata (osteopaci, chiropraktycy). Oni mają świadomość połączeń pomiędzy elementami ciała, zasad przyczynowo skutkowych, ale ich praca wydaje się milcząco zakładać, że dysfunkcję można naprawić bez aktywnego udziału pacjenta. Wszelkiego rodzaju terapie manualne przez nich stosowane mają niewątpliwą wartość dodaną, jednak jak sugerują badania powinny stanowić raczej dodatek do głównej terapii opartej na aktywnej pracy pacjenta.

Dziś już tylko jak przez mgłę pamiętam, że stałem przed wizją życia jak osoba niepełnosprawna. Obecnie jestem znacznie bardziej sprawny fizycznie niż kiedykolwiek wcześniej w życiu. Znów tańczę, prowadzę aktywny tryb życia bez ograniczeń i powoli zapominam tamten ból.

Najbliżej poprawnego rozwiązania mojego przypadku byli fizjoterapeuci. To oni bezsprzecznie dzierżą najpotężniejszą broń w walce z wszelkiego rodzaju dysfunkcjami / kontuzjami i mają możliwość zapobiegania im. Tą tak samo potężną, jak niedocenianą bronią, są odpowiednie ćwiczenia z naszym własnym ciałem. W obecnym świecie niestety fizjoterapeuta postrzegany jest jako ktoś pomiędzy pomocnikiem ortopedy, a kimś być może w przyszłości aspirującym do zostania osteopatą.

Niestety większość fizjoterapeutów, których miałem okazję spotkać na swojej drodze idealnie wpasowuje się w przypisywaną im pozycję. Nie spełniają się w swojej pracy. Czują, że są tylko rzemieślnikami odhaczającymi kolejne punkty z poradnika rehabilitacji. Są tak blisko rozwiązań. Mają przed oczami wszystkie potrzebne kropki, ale brak im podejścia analitycznego, aby je w odpowiedni sposób połączyć.

Najlepsi lekarze / terapeuci jakich spotkałem byli najlepsi w swoim fachu nie dlatego, że mieli większą wiedzę niż inni, ale właśnie dlatego, że byli lepszymi analitykami niż inni.

Sam podchodzę do bycia dobrym terapeutą nieco od tyłu. Analizami zajmuję się od kiedy pamiętam i jestem w tym dobry. Moja własna kontuzja, droga wychodzenia z niej i niekompetencja medyczna otaczającego świata zachęciła mnie do zagłębienia się w tematy medyczne. Zachęciła na tyle, że obecnie jestem w trakcie zdobywania formalnego wykształcenia medycznego.

Jeśli jesteś ciekawy/a co wyjdzie z takiego przeniesienia analitycznego podejścia ze świata programowania i finansów na grunt medycyny, zapraszam do śledzenia tego bloga.

 

2 przemyślenia nt. „O mnie / misja bloga”

  1. Drogi Filipie,
    W Polsce przyszlych fizjoterapeutow uczy sie anatomii, teorii dysfunkcji, co jest do dyspozycji w leczeniu, fizjoterapii. Ucza nas czesto lekarze, ktoezy nas ‚nie lubia’ i traktuja jako ze zabieramy im prace. Nie ucza nas analizy, logicznego myslenia, stawiania diagnozy. Sami chca to robic, to Oni daja pacjentowi karteczke z opisem: Bol barku-cwiczenia czynne. Fizjoterapeuta ma to wykonac. Nic bardziej blednego. Wiekszosc fizjoterapeutow zabieg wykona, pomoze, to dobrze. Nie pomoze, to ‚zle cwiczyl’ lub za malo, wiecej masazy, mobilizacji, trakcji itd. Mija sie to z celem Bo bol wraca. Fizjoterapeuta powinien zbadac, zanalizowac Dane, postawic diagnoze, ustalic program leczenia/terapii, ocenic ponownie, ewaluowac w razie poprawy. Zmienic program w razie braku poprawy. Skierowac Na dalsze bardziej szczegolowe badania w razie watpliwosci itd. Na pewno jest wielu wartosciowych fizjoterapeutow, ktorzy Sami do swojej pozycji doszli, moze z pomoca dobrego mentora. Ja winilabym system edukacji fizjoterapeutow w Polsce. Teoria za bardzo ogolna, malo szczegolowej, tej potrzebnej do samodzielnego myslenia. System odbywania praktyk, czesto Na zasadzie ‚ zalatw sobie sam a co to juz twoja sprawa byle mi w ramki wpasowalo’ wykladowca przyjmie, podbije pieczatke i nastepny prosze. Potrzeba dobrej reformy edukacji wyzszej, starannosci wykladowcow, rzetelnosci i systematycznosci studentow. Odpiwiedzialnosci za jednolity sposob przekazania wiedzy, popartej naukowym doswiadczeniem, wprowadzeniu teorii w prakryke i wyszkoleniu dobrej kadry zawodowej. Nie nauczylam sie tego w Polsce choc bylam dobra studentka. Pozniej ze zbyt malymi znajomosciami, zeby pracowac w zawodzie. Niestety. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *